środa, 4 sierpnia 2010

Mistrzowie świata wciąż świętują

Mija już miesiąc od finału mistrzostw świata, a Hiszpanie nadal świętują swoje zwycięstwo. W oknach domów i na budynkach wciaż wiszą flagi upamiętniające ten historyczny wyczyn. Nie było mnie tutaj podczas finału ale ponieważ widziałam co się dzieje z tym narodem przy mniejszych zwycięstwach jestem w stanie sobie wyobrazić jedną, niekończącą się, parodniową fiestę.

czwartek, 29 lipca 2010

Wróciłam!

Jestem już (?) z powrotem więc od razu przystępuję do pracy. Na początek parę długości w basenie i potem sprawdzenie jak się mają oliwki...ufff, życie to nie bajka ;).
Wkrótce się przeprowadzam i będę mieszkać na hiszpańskiej wsi w otoczeniu gór. Cieszę się bardzo na ten nowy etap w życiu :) Jeśli chodzi o drzewa oliwkowe to w ogrodzie mamy ich 11, wszystkie obrodziły i mają masę oliwek. Aż strach pomysleć ile to czasu nam zajmie ale jak dojrzeją, zbierzemy je i pojedziemy z nimi do skupu. W zamian dostaniemy świeżą oliwę w baniakach, mmm....:)

niedziela, 11 lipca 2010

Rozmowa w taksówce, czyli rzecz o tancerce go-go

Jadąc dziś na dworzec wysłuchałam ciekawego wywodu na temat polskiego podejścia do życia i tego co lubią w nas obcokrajowcy. Na dość zawiłym przykłdzie o tancerce go-go, która nie chciała włożyć serca w swoją pracę dowiedziałam się, że obcokrajowcy lubią w nas to, że potrafimy rozwiązać nawet najdelikatniejsze i najtrudniejsze problemy.

Pan taksówkarz opowiadał jak to odwiedzili go znajomi Niemcy i, jak to w ramach relaksu bywa, chcieli pojechać do klubu go-go. Od razu napiszę, że opowieść pana taksówkarza była arcy kulturalnie przedstawiona i nie była w żaden sposób niestosowna. Sposób w jaki pan taksówkarz opowiadał propozycję udania się do klubu go-go aby przy drinku poobserwować piękne panie tańczące i się zrelaksować wydała mi się bardzo stosowna i właściwie naturalna.

Ale do rzeczy, panowie udali się do baru, zamówili drinki i zaczęli obserwacje. Tańczyła przed nimi śliczna, zmysłowa kobieta, która swoim pełnym zaangażowania i wcale niewulgarnym tańcem wprawiła jednego z Niemców w ochotę na prywatną sesję. Zamówił on tancerkę, która według pana taksówkarza wcale nie była ciekawa (cyt. 'miała zeza, ale mój gość gustuje w szczupłych więc właśnie ją wybrał'). Zatańczyła byle jak i zgarnęła 100zl. Niemcy się rozczarowali, pan taksówkarz tym bardziej, gdyż po poprzedniej tancerce był przekonany, że w klubie wszystkie będą na podobnym poziomie i postanowił z tancerką, która bez serca podeszła do swojej pracy porozmawiać. Wyjaśnił jej, ze zawarł z nią umowę na usługę i nie została ona wykonana należycie. Tancerka nie była skora do negocjacji po usłudze więc pan taksówkarz postanowił porozmawiać z menedżerką klubu i powtórzył ten sam argument o nienależycie wykonanej, a zakontraktowanej usłudze. Menedżerka przyznała mu racje i tancerka została poproszona o wykonanie ponownie tańca tym razem z większym wdziękiem. Pan taksówkarz, aby nie zostać posadzony o wyłudzenie i nadmiar apetytu na kobiece wdzięki ostentacyjnie wyszedł z sali i powrócił już po tańcu. Koledzy Niemcy byli zachwycenie sposobem rozwiązania problemu i twierdzili, ze w Niemczech coś takiego byłoby niedopomyślenia, po prostu wyszliby z klubu. Polska jawi im się jako kraj gdzie każdy problem można rozwiązać i nie ma spraw niemożliwych do załatwienia. Tym dość zawiłym sposobem pan taksówkarz przedstawił mi spojrzenie obcokrajowców na nas.

A piszę to ponieważ jestem na wakacjach już prawie 2 tygodnie w Polsce i sama zauważyłam jedną rzecz, której przed pobytem w Hiszpanii nie byłam świadoma. Nie, nie będę pisać, że mało się uśmiechamy, ze jesteśmy dla siebie mało serdeczni w miejscach publicznych. Nic z tych rzeczy, to w pewnym sensie sprawy oczywiste. Zauważyłam, że boimy się ze sobą po prostu rozmawiać. Swoją obserwację przedstawiam jako uczestnik lub świadek pewnych sytuacji. Gdy pytamy się o coś w autobusie, pociągu lub na ulicy druga osoba bardzo niechętnie nam odpowiada, jest nieufna i zdawkowo się wypowiada. Traktujemy się podejrzliwie, boimy się przedłużyć wymianę zdań poza minimum konieczne do załatwienia sprawy. To nie ma nic wspólnego z brakiem życzliwości, której myślę, że tak naprawdę nam nie brakuje. Uważam, że po prostu nie wiemy jak się zachować, czy wypada się rozgadać czy nie, czy wypada się uśmiechnąć do obcego. Zupełnie inaczej niż w Hiszpanii. Jest tam na pewno dużo większa otwartość na drugiego człowieka (o ile jest tej samej rasy i najlepiej, żeby był kobietą...;).

czwartek, 8 lipca 2010

...i po Open'erze

Dużo dobrej muzyki, dużo nowych odkryć muzycznych. A poniżej kilka wrażeń.
Poproszę wyjaśnienie o co chodziło z tymi bobrami....

piątek, 25 czerwca 2010

Woda i ogień

Wczoraj o północy rozpalono ogniska i wszystkie wystawione na ulicach figury poszły z dymem. Sygnałem do odpalenia był wystrzał fajerwerków.
Każde ognisko jest nadzorowane przez strażaków, którzy spełniają ważną funkcję rozrywkową tej nocy, ponieważ, poza pilnowaniem ognia, polewają tłum wodą. To polewanie i całkowite przemoczenie jest największą zabawą tej nocy i bardzo mile widziane, bo ciepło bijące od ogniska jest nie do wytrzymania i woda fajnie chłodzi :). My też byliśmy przemoczeni do suchej nitki, brudni (od spadającego pyłu) i bardzo rozbawieni.
Tłum wykrzykuje dość niecenzuralne odzywki w kierunku strażaków aby przyciągnąć ich uwagę i zostać soczyście oblanym wodą. Tu poniżej część tez zabawy :)

środa, 23 czerwca 2010

Fogueras i hałas

Tu poniżej kilka okolicznych rzeżb gotowych do spalenia w czwartek. Na początku myślałam, że są robione z kartonu ale wczoraj się dowiedziałam, że to w większości styropian więc zdecydowanie mniej podoba mi się pomysł ognisk i masowego zatruwania środowiska.
Ta konstrukcja powyżej stoi niedaleko mojego domu.
Jest strasznie głośno w mieście obecnie. Nocami ludzie się bawią w ogródkach piwnych, których pojawiła sie cała masa. Muzyka (w typie niewyszukane disco) gra do wczesnych godzin porannych (tak!), orkiestry maszerują od rana pod oknami mieszańców. To mega absurd dla mnie, bo ani grają ładnie, ani mają publikę, a przejście orkiestry co i rusz jest przerywane dużym wybuchem petard na każdym zakręcie! :/
Petardy to w ogóle osobny temat. Wybuchają non stop (chyba tylko bardziej denerwujące są wuwuleze - które mają najbardziej denerwujący dzwięk na świecie (Hopi - pamietasz?:p) Dzieciaki mają już wakacje i zabawiają się nimi bez opieki dorosłych, jak na poniższym zdjęciu. Co zabawne, po tym jak to zdjęcie zrobiłam rzucono mi petardę pod nogi, jajajaja ale potem natychmiast przeproszono, jajaja, cwane skurczybyczki :)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Ofrenda de Flores - składanie ofiary z kwiatów w katedrze

Dzisiejszy i jutrzejszy wieczór będą podobne. Reprezentacje dzielnic w tradycyjnych strojach hiszpańskich przejdą przez ulice aby złożyć bukiety kwiatów na ołtarzu w katedrze w centrum. Te dzisiejsze uchwycilam ok 20.30 ale parada trwać będzie do ok 24.00 ponieważ przejść musi 45 reprezentacji (jutro druga połowa z 90).
Dziś na ulice wyszli synowie z matkami,
matki z dziećmi,
całe rodziny,
dostojne damy,
dzieci,
i ponownie dostojne damy,
ta dama nawet się rozpłakała jak tłum zaczął wiwatować swoją reprezentantkę.
Dzisiejszego wieczoru odbył się też mecz Hiszpania - Honduras (ważny, bo poprzedni mecz Hiszpanie przegrali i ich los nie był taki pewny). Myślę, że dlatego nie było dzikich tłumów na ulicach jak przy typowej paradzie. Gdy Hiszpanie strzelili pierwszego gola z barów dobiegły okrzyki radości, które podchwycił tłum paradowych gapiów i nagle jak fala meksykańska przeleciały okrzyki radości i wiwaty na cześć reprezentacji :) Wrażenie bezcenne!