wtorek, 25 maja 2010

Palmy i winorośla

Palmy kwitną.
O, właśnie tak:
Potem pojawią sie daktyle i pomiedzy liściami będzie widać pomarańczowe ich kiście.

Weekend spędziłam na wsi, jakieś 40km od Alicante w otoczeniu winorośli i ładnych górskich widoków.
Na tych krzakach rosną winogrona, które służą do produkcji słodkiego, deserowego wina Moscatel. Tutejsza okolica słynie z tego wina ale nie tylko ta okolica. Poza Prowincją Walencjańską Moscatel produkuje też Aragonia, Andaluzja, Katalonia, Nawarra i Wyspy Kanaryjskie.
Zrobiło się już gorąco. Pogoda niezmiennie słoneczna, przykro mi, że u Was jest mokro.

wtorek, 18 maja 2010

Znowu o jedzeniu

Typowe śniadanie hiszpańskie to tostowana bułka z posiekanym pomidorem i oliwą oraz kawa z mlekiem
czyli tostada con tomate y aceite, y café con leche :).

I specjalnie dla Gosi przepis na sałatkę z kozim serem i orzechami włoskimi (pomysł własny). Tym obiadem ją dziś pożegnałam :(
Weekend spędziłyśmy w prawdziwie wakacyjny sposób spędzając czas głównie na plaży grzejąc sie w słońcu.
Co do sałatki, na talerzu warstwami ułożyć mieszkankę sałat, 1 średniego, świeżego ogórka (pokrojonego w cienkie słupki), 1 awokado (w plasterkach), pokruszony krążek sera koziego (typu miękkiego), garść grubo posiekanych orzechów włoskich (do tej powyżej dodałam jeszcze zieloną paprykę ale to nie jest konieczne). Polać winegretem i 2-3 łyżkami miodu. Czasem dodatkowo polewam oliwą aby potem było w czym maczać bagietkę..:)
Winegret robię w słoiczku po musztardzie i mam na parę razy: 1/3 octu balsamicznego lub typu sherry, 1 łyżka musztardy (ja lubię z francuską), 2/3 oliwy. Słoik zakręcić, wstrząsnąć i gotowe.

Benidorm - zobaczyć i....

...niekoniecznie wrócić. Benidorm to mekka turystyczna, która leży jakies 40km na północ od Alicante, przyciąga głównie średniozamożnych Anglików, tych dla których celem wyjazdu jest jak najmniejsza styczność z obcą kulturą. Jest taka komedia angielska pt. 'Benidorm', w której jeden z bohaterów po małym rekonesansie oznajmia 'Benidorm - like Blackpool with sun' :). Kto wie co to Blackpool ten wie, że Benidorm to niekoniecznie najlepsza miejscówka wakacyjna aby zobaczyć Hiszpanię.

Rozłożenie sie z ręcznikiem na plaży nie należało to najprostszych zadań. Sporo się trzeba było nachodzić aby znaleźć kawałek plaży bez leżaka.
Benidorm słynie z tego, że urządza się tam imprezy kawalerskie. Na powyższym zdjęciu przyszły pan młody w stroju Borata biegnie się wykąpać pod okiem mało trzeźwych kolegów (jeden wyraźnie już padł ze zmęczenia).
To także taki Ciechocinek, gdzie starsi ludzie przyjeżdżają aby się trochę wyrwać i może kogoś poznać na podwieczorku tanecznym (tzw. tea dance).
Prawie jak Copacabana...tak sobie ją też wyobrażam :)

poniedziałek, 10 maja 2010

Proste przyjemności

Dziś prezentuję mój dzisiejszy obiad. W ciągu tygodnia nie mam czasu na takie rzeczy ale niespodziewanie spadło na mnie trochę wolnego czasu i postanowiłam zrobić doradę ze słodkim ziemniakiem i pasternakiem (angielski 'parsnip' - nie jestem pewna czy to na pewno 'pasternak' po polsku).
Uwielbiam te warzywa, szczególnie słodkie ziemniaki, nigdy ich wcześniej nie jadłam, a pasternak ledwo pamiętam z Anglii. Są pyszne, trochę słodkawe w smaku, doskonale pasują do ryb.
Pasternak i słodki ziemniak pokroiłam w grubsze słupki, polałam oliwą i posypałam solą i pieprzem.
Doradę napełniłam masłem z czosnkiem, solą i ziołami, zapakowałam w folię i razem z warzywami wstawiłam na 40 minut do rozgrzanego piekarnika.
Wyszło pysznie.
Minimum wysiłku, maksimum smaku, jejejeje

niedziela, 9 maja 2010

Trochę kultury!

Poszłam na wystawę mało znanego, nieżyjącego już alikantyjskiego malarza, Emilio Vareli. Varela żył w Alicante na przełomie XIX i XX wieku i jego obrazy odzwierciedlają jego zainteresowania fowizmem, chiaroscuro (światłocieniem) i impresjonizmem. Znał sie dobrze z Miró, ale ze względu na swoja małą przebojowość i introwertyzm nie wypłynął na szersze wody, a powinien. Moim zdaniem malował doskonałe obrazy.
Wyszłam stamtąd zachwycona, dawno nie widziałam tak dobrej mono autorskiej wystawy. I chyba pójdę tam znowu jutro bo czuję niedosyt, a wystawa tylko do 15 maja.
Ten obraz poniżej chciałabym mieć u siebie i móc patrzeć na niego codziennie...

Każdy powód dobry aby świętować

Nie ma tu tygodnia bez jakiejś mniej lub bardziej zorganizowanej fiesty. W starej dzielnicy Santa Cruz (tam gdzie po raz pierwszy byłam świadomie na procesji wielkanocnej) obchodzono świeto paru ulic.
Santa Cruz to stara, cygańska dzielnica Alicante, wkomponowana w ścianę dominującej nad Alicante skały z fortecą Santa Barbara.
Jest tam urokliwie choć biednie. Dekoracje uliczne były 3 tematyczne; hazard, roboty drogowe (?) i piłka nożna. Zdjęcia poniżej są z tej o tematyce piłkarskiej. Do powiewających łańcuchów przyczepiono stroje drużyn,
na ścianach zawiśli kibice,
a do pora (sic!) przyczepiono puchar świata :)
Przez 3 noce pod rząd (tyle dni trwała fiesta) wystrzeliwano fajerwerki i bawiono się do wczesnych godzin. Podsumowując, dzień jak co dzień w Alicante.

Lubię stamtąd patrzeć na panoramę miasta.
Pół godziny po zrobieniu tych zdjęć była gigantyczna ulewa, a niedaleko od Alicante padał grad i śnieg...

piątek, 7 maja 2010

1 maja i nie tylko

Nie miałam ostatnio natchnienia do pisania głownie dlatego, że przyjechały koleżanki z Krakowa i czas tak uroczo minął nam, że jak wyjechały to 2 dni do siebie dochodziłam po, eee...odpoczywaniu, gadaniu i ponownym odkrywaniu okolic :) W weekend ten po raz pierwszy w tym roku wykąpałam sie w morzu. Było cieplejsze niż Bałtyk latem chociaż dla większosći tubylców nadal za zimne na kąpiele.

W sobotę, w drodze na plażę, trafiłyśmy na pochód 1 majowy, a właściwie jego końcówkę, przez ulicę przechodziły różne grupy zawodowe, związki zawodowe, młodzieżówki etc., jak na przykład ta komunistyczna. Nóż w kieszeni sie otwierał jak się na nich patrzyło i miałam niepohamowaną ochotę wykrzyczenia do nich "młodzieży, nie idźcie tą drogą" Ucieszyło mnie natrafienie na sobowtóra Nixona (psa mojej mamy), który też brał udział w pochodzie. Prawdziwy pies Nixon nie ma tyle poważania dla ludzi ale ten ewidentnie poczuł więź z uciskanym ludem. Pies mojej mamy ma zdecydowanie kapitalistyczne ciągoty i w jego psim świecie to on jest panem, a ludzie służą mu.
Zdaje sie, że nie było to pierwsze spotkanie Nixona i Che Guevary.
Następnego dnia wybrałyśmy sie do Altei. Altea to urocza wioseczka oddalona jakąś 1h 40min pociągiem z centrum Alicante. Wiosną i latem ożywia i staje sie piekna, bo kwitną najróżniejsze kwiaty. Kręte uliczki prowadzą do góry do kościoła z urokliwą kopułą.
Ale trzeba też uważać, bo różne niespodzianki kryje to miasteczko...