Choć święta za półtora tygodnia nie jestem jeszcze w nastroju ponieważ pogodowo jest bardziej jesiennie niż zimowo. Nie piszę tego aby Was zdenerwować, bo zimą też jest ładnie i sama będę brodzić w śniegu już za tydzień. Mogę dodatkowo pocieszyć, że tutaj gdy na zewnątrz jest jeszcze dość ciepło, jak na polskie standardy, to w domach i mieszkaniach jest bardzo zimno. Nie ma kaloryferów i często nie ma żadnego systemu ogrzewczego i domy ogrzewa się farelkami lub piecykami olejowymi lub gazowymi. My mamy kominek, który niestety ogrzewa tylko jeden pokój więc po domu chodzimy ubrani jak Eskimosi.
Ale nie o tym miał być post.
Korzystamy z łagodnej pogody i ostatnie dwa weekendy spędziliśmy rowerowo.
W niedzielę pojechaliśmy do La Mangi i popedałowaliśmy na koniec półwyspu. Jakieś 100km na południe od Alicante jest spora zatoka z 19km półwyspem odgradzającym ją od pełnego morza. Wiosną byłam na północnej części zatoki/laguny (http://alicantecaliente.blogspot.com/2010/04/weekend-w-rewie.html)
Pedałuje się świetnie bo widok raz na zatokę, raz na morze, no i jedzie się po płaskim :)
Tu widok na morze:

A tu na zatokę, tzw. Mar Menor - Morze Mniejsze


Cypel okazał się trochę rozczarowujący, ponieważ postawiono tam masę domów jednorodzinnych ale nie zadbano o okolicę. Na drodze stanął bardzo stromy most, tak zupełnie od czapy, pośród dzikich zarośli. Byc morze kiedyś płyneła pod nim wartka rzeka ale dziś wygląda śmiesznie

I jeszcze widok na północną część zatoki

Pośrodku flaming :)