Życie nasze obfituje w wydarzenia, niestety nie zawsze radosne, zdarza nam się nie mieć wody parę dni i wtedy czerpiemy ją z basenu, jajaja, lub prądu, oliwki nie chcą dojrzeć i mimo, ze już końcówka listopada to nie wszystkie są gotowe do zbiórki.
Jakiś miesiąc temu mój luby został ugryziony przez skorpiona! Oto skurczybyk:
Luby wraca z ogrodu mówiąc, że chyba został użądlony przez osę jak zakładał rękawicę ogrodową, siada na łóżku i czuje się słabo, palec, w który został użądlony pali go i czuje ból w całym ramieniu. Idziemy do ogrodu zobaczyć co to było, wywijam rękawicę ogrodową na lewą stronę i wypada z niej skorpion - patrzymy na siebie i wyrzucamy z siebie jedno słowo - Pogotowie!
Luby stopą dobija skorpiona, pakuję go w pudełeczko aby wiadomo było lekarzom co go dziabnęło i pędzimy autem, docieramy na pogotowie, wpadamy, na recepcji pani mówi abyśmy zajęli miejsce w kolejce, siadamy, czekamy, wychodzi lekarz i mówi, że ma kilka pilniejszych spraw i do nas podejdzie za jakiś czas, patrzymy na siebie, w myślach przewijają się sceny z filmów - przecież w filmach skorpion równa się śmiertelne niebezpieczeństwo, a tu lekarz każe nam czekać!
W końcu lekarz nas przyjmuje, luby dostaje zastrzyk w tyłek i zalecenie aby brać ibupron na ból!
Koniec.
Epilog:
Wieczorem w internecie szukam informacji na temat skorpionów - okazuje się, że nie są tak naprawdę smiertelne - właściwie tylko dla dzieci i osób starszych stanowią zagrożenie. Uff :)
Ostatnio podjeliśmy decyzję o powrocie do miasta. Po świętach przeprowadzamy się do Alicante :))
I jeszcze pamiątka z lata. Bonbon - espresso z mlekiem skondensowanym - łaczymy z lodem i otrzymujemy mała pyszną, kawę mrożoną :)